Czekałam na dworcu autokarowym na Joanne Editte. Mimo, że miała prawo jazdy i wypasione auto wolała przyjechać autobusem, gdyż bała
się, że nie trafi do tej dziury. Czekałam na nią oparta o samochód, odziana w różowo biały dres, z
kubkiem latte macchiato, a zza chmur wyłaniało się słońce. Po dwudziestu minutach przyjechał jakiś autobus. Wysypała z niego grupka
ludzi, zaś siostra wyszła jako ostatnia.
- Joanne Editte! Tutaj jestem!